Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porady. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

Produkty żywnościowe w służbie urody, czyli kilka słów na temat pielęgnacji naturalnej.

Pielęgnacja naturalna była i jest mi bliska. Mam nadzieję, że pamiętacie mój post na temat miodu- to właśnie peeling na miodzie był moim pierwszym kosmetykiem naturalnym. Dzisiaj moja wiedza w tym temacie jest nieporównywalnie większa, dlatego dzisiejszy post poświęcę własnie pielęgnacji naturalnej.

I.Twarz:
1.Miód:
Miód jest bardzo dobrym rozwiązaniem w stosowaniu go na cerę. Ze względu na swoje działanie łagodzące i przeciwzapalne zda egzamin nawet w przypadku skóry z problemami (czyli też mojej :(). Jest cudowną bazą do peelingów.
2.Herbata.
A raczej torebki po niej. Jeżeli dokuczają Wam problemy ze skórą pod oczami, w ogóle z tą delikatną okolicą (jeżeli oczy są podpuchnięte, zmęczone, a Wy czujecie, że coś "macie w oczach") to torebki po herbacie (wcześniej mocno schlodzone) są dobrym rozwiązaniem- na przykład w formie okładu. U mnie cudownie sprawdziły się podczas sesji, kiedy moje oczy zmęczone ciągłą nauką (a ja się uczę czytając) mówiąc delikatnie nie były w najlepszej formie, a schłodzone torebki po herbacie okazały się dla nich świetnym remedium na wszelakie dolegliwości.
3.Rokitnik.
Poświęcony był już mu post, dlatego teraz nie będę się rozpisywac. Mówiąc krótko- polecam do przecierania twarzy.
4.Mleko.
A tutaj to akurat nie był wynik moich własnych poszukiwań, ale lektury bloga www.alinarose.pl, który serdecznie polecam. Alina ma olbrzymią wiedzę na temat pielęgnacji naturalnej. Jeden z postów poświęciła właśnie mleku. No i co tu dużo mówic- Kleopatra miała rację. Alina przedstawiła kilka sposób na włączenie mleka do swojej pielęgnacji. Ja upodobałam sobie maseczkę. Jak to zrobic? To prostsze niż się wydaje. Wystarczy chusteczki higieniczne nasączyc mlekiem i bęc na twarz ;) Ile trzymac? Aż chusteczki wyschną. Efekty? Buzia jest delikatnie ściągnięta, a wszelakie błyszczenie jest trzymane w ryzach- mówiąc inaczej: mleko zapewnia mój ukochany mat. Biorąc pod uwagę to uczucie ściągnięcia mam wrażenie, że delikatnie skórę wysusza, dlatego tej maseczki nie stosuję często. Decyduje się na nią wtedy, kiedy najbardziej zależy mi na efekcie matowej skóry.
5.Oleje
Oleje stosuję głównie do włosów, ale okazało się, że na moją buzię tez mają zbawienny wpływ. Głównie olejek arganowy (udało mi się wyczaic cudowną promocję i nabyłam olejek arganowy w cenie 6 zł w Rossmanie). Wcześniej aplikowałam go na włosy. Były z tego zabiegu bardzo zadowolone, ale reagowały bez większego entuzjazmu. Któregoś dnia nałożyłam olejek arganowy na skórę twarzy. No i to było objawienie. Moja buzia jest pełna przebarwień potrądzikowych, których nic, ale to nic nie ruszy. Ale olejek arganowy je rusza. Po dwóch tygodniach stosowania widze olbrzymią różnicę- moja skóra ma dużo bardziej jednolity kolor.
Zaprzyjaźniłam się ostatnio z serią Green Pharmacy. Po lekturze posta Aliny (www.alinarose.pl) zdecydowałam się zastosowac mój olej łopianowy do włosów na twarz. I cudownie ;) Wspaniale się dogadują z olejkiem arganowym. Łopian nakładam na buzię rano, argan na noc. I jest wspaniale ;)
6.Ocet jabłkowy.
Tego pana chyba przedstawiac nie trzeba, prawda? ;) Mi pomysł z octem podrzuciła moja Babunia, która gdzieś wyczytała informacje o jego dobroczynnych właściwościach. Głównie dla cery trądzikowej. Nie powiem- miała rację. Ocet bardzo ładnie wysuszał moje wypryski przyspieszając ich gojenie, ale równocześnie nie wysuszał mi zdrowych partii skóry. Dlatego serdecznie go polecam. Ale uprzedzam- ma dośc mocny zapach (przynajmniej w moim odczuciu), do którego można się przyzwyczaic, ale na początku może byc trudno. Ocet jabłkowy może byc również używany do użytku wewnętrznego- wspomaga przemianę materii, a przez to pomaga w odchudzaniu.
7.Rumianek.
Napar z rumianku jest bardzo fajny do przecierania twarzy. Szczególnie cery z niedoskonałościami- ze względu na swoje działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. Poleciła mi go moja fryzjerka za co jej z całego serca dziękuję ;)
II.Włosy.
Pamiętacie post Rudzielca na temat jej włosów? Co tu dużo mówic... Pozazdrościłam. W marcu miną dwa miesiące odkąd regularnie pielęgnuję włosy, tak jak one tego potrzebują (wcześniej to był czas poszukiwań- musiałam poznac i zrozumiec to, jakie potrzeby mają moje kłaczki). Tak, tak. Blog Anwen też miał na mnie wpływ. W pielęgnacji moich włosów dużą rolę odgrywa także natura.
1.Oleje.
Miałam włosy dramatycznie przesuszone częstym farbowaniem. Dlaczego częstym? Częstym dlatego, że wszelakie rudości i czerwienie to kolory, które wypłukują się najszybciej. A człowiek przecież chce wyglądac jak człowiek. Która z nas, chociaż raz nie uległa temu złudzeniu zaraz po farbowaniu, kiedy włosy są cudownie błyszczące? No właśnie. Ale co potem się dzieje z włosami to już inna bajka. Niestety brak w niej szczęśliwego zakończenia.
A ja chcę, aby moja włosowa bajka to szczęśliwe zakończenie jednak miała. Dlatego ruszyłam do walki o zdrowe włosy.
Z racji tego, że tym, co najbardziej dolegało moim włoskom było wysuszenie, to najsilniejszą bronią w moim arsenale są właśnie oleje. Zaczęłam od oleju kokosowego. Było fajnie, ale to nie było to. Nawilżenie jakie zapewniał on moim włosom było zbyt krótkie. Tak jak już wspominałam udało mi się dorwac na przecenie olejek arganowy. Ale wiecie 20 ml za 6 zł. To jednak sporo. Dlatego olejek ten stosowałam na najbardziej zniszczone partie włosów- głównie na końcówki. Potem zainteresowałam się serią Green Pharmacy. I to było objawienie. Moje włosy ukochały sobie olejek łopianowy z dodatkiem skrzypu oraz z dodatkiem czerwonej papryki (ten akurat jest dobry na porost, przynajmniej według napisu na opakowaniu, ja na razie jeszcze nie zauważylam jakiejś znaczącej różnicy, ale będę informowac na bieżąco).
2.Płukanka z cynamonu.
To jest porada przeznaczona dla dziewczyn rudowłosych i tych o brązowych kłaczkach, które lubią miec złocitomiedziany poblask.
Jak przygotowac tę płukankę? Na tak zwane oko. Musicie znaleźc odpowiednie dla siebie proporcje. Moja pierwsza była zdecydowanie za mocna, co dotkliwie odczułam na skórze. Nie zrażajcie się tym, że mokre włosy po jej użyciu są dośc tępe w dotyku i poplątane. Warto się przemęczyc dla efektu jaki zastaniemy na suchych włoskach.
3.A teraz zestawienie produktów, które mają dobroczynny wpływ na włosy, ale wszystkie je znamy, dlatego nie będę się jakoś szaleńczo na ich temat rozpisywac ;)
a)piwo (mężczyźni i tak tego nigdy nie zrozumieją. Dla nich to marnotractwo. Moja Koleżanka (M., mam nadzieję, że czytasz :*) opowiadała jak jej tata nie mógł się nadziwic, kiedy wykorzystała piwo jako płukankę do włosów)
b)miód (szczególnie polecam blond włosom)
c)rumianek (blondynki powinny byc bardzo zadowolone)
d)jajka
e)drożdże

Widzicie pewną dysproporcję między tym ile produktów polecam do twarzy, a ile do włosów? Jest to związane z tym, że z moją cerą z niedoskonałościami "pracuję" już 6 lat- metodą prób i błędów doszłam już do tego, co ona lubi, a co nie, co jest jej potrzebne, co sprawia jej przyjemnośc. Jeżeli chodzi o pielęgnację włosów, to właściwie jestem nowicjuszką (niech ktoś mi wyjaśni dlaczego ja zwlekałam aż tak długo?????? Najstarsi górale chyba nie wiedzą), dlatego wciąż się uczę i poszukuję. Ale jeszcze chciałabym się z Wami podzielic moimi patentami na naturalną pielęgnację ciała ;) A z racji tego, że chciec to móc, więc:

III.Ciało:
1.Kawa.
Przygotowany na jej bazie peeling ma działanie ujędrniające i pobudzające nasze ciało. Jest więc dobrym rozwiązaniem antycelluitowym. A przy okazji ten zapach... Wszystkie kawomaniaczki będą zachwycone ;)
2.Rokitnik.
To jest znowu dobry pomysł dla tych, które za mocnymi peelingami nie przepadają, bądź ze względu na to, że ich skóra jest delikatna i wrażliwa nie mogą ich stosowac. Peeling przygotowany na bazie rokitnika będzie dobrym rozwiązaniem, a przy okazji nawilży skórę.
3.Mleko.
Tak, tak, tak. Kleopatra miała rację. Miała cholerną rację. Ja jednak nie mówię, że cała wanna ma byc wypełniona mlekiem ;) ale zachęcam do tego, co by trochę mleka wlac do wody, w której się kąpiemy- nawilżenie, miękka skóra- gwarantowane. A poza tym, same wiecie- to poczucie luksusu ;) : Kąpałam się w mleku ;)
4.Miód.
Tak, tak, tak. Znowu polecam miód. ;) Mam wrażenie, że dla mnie miód jest lekiem na całe zło świata. Może i jest ;) Ze względu na swoje działanie antybakteryjne sprawdzi się również w pielęgnacji ciała (np. jako baza peelingów)
5.Sól i cukier.
Tak, tak- ja ich używam do peelingowania ciała (zazwyczaj w połączeniu z miodem lub oliwą z oliwek)


Jak widzicie, pielęgnacja naturalna to temat rzeka- można by o tym mówic i mówic i w przerwach też można by o tym mówic ;) Przedstawiłam Wam swoje patenty. A Wy- też wykorzystujecie naturę w swojej pielęgnacji? Czekam na komentarze :)

Miłego weekendu. :) :)
RudaMaruda



wtorek, 11 lutego 2014

Trądzik, trądzik ach ten trądzik i inne zanieczyszczenia i niedoskonałości. Czy jesteś pewna, że na wszystko zwracasz uwagę :)

Tak, post na temat właściwej pielęgnacji otworzył naszą rudą przygodę z blogowaniem. Ale dzisiaj chciałabym się skoncentrowac stricte na skórze z niedoskonałościami i może nie tyle co na pielęgnacji, a na drobnych, często niezauważalnych rzeczach, które sprawiają, że wszystkie nasze zabiegi pielęgnacyjne palą na panewce.

SUBIEKTYWNE ZESTAWIENIE- CO ŹLE WPŁYWA NA TWOJĄ SKÓRĘ, A TY PRAWDOPODOBNIE NIE ZWRACASZ NA TO UWAGI

1. W jaki sposób suszysz twarz? Masz do niej oddzielny ręcznik? A pamiętasz o tym, żeby go używac? Nie będę tutaj przedstawiac jakiś szaleńczo uderzających i pobudzających wyobraźnię opisów, bo nie wiem- może akurat jesz, jak czytasz tego posta ;) Skóra na twarzy jest dużo delikatniejsza niż skóra ciała. Ma więc trochę inne wymagania i potrzeby. Naprawdę więc chcesz jej fundowac suszenie tym samym ręcznikiem? Zastanów się ;) Suszenie twarzy innym ręcznikiem jest nawykiem, który warto sobie wyrobic. Odkąd zaczęłam suszyc buzię ręcznikiem papierowym zauważyłam dużą poprawę stanu mojej cery. 
2.A jak mowa o jedzeniu... Powiedz, jak się odżywiasz? Ja sama jestem fanką ostrych przypraw, kuchni meksykańskiej (i będę tego bronic jak niepodległości- ostre przyprawy, np. pieprz cayene wspaniale wplywają na trawienie i basta! Możecie o tym poczytac w poście Rudzielca na temat diety 3D Chili. A ja sama nie wyobrażam sobie przeżycia zimy bez imbiru, chocby mnie kroic mieli i bic), ale staram się zachowywac zdrowy rozsądek- przyprawa powinna byc przyprawą a nie głównym składnikiem dania. 
3.Jak wygląda poszewka Twojej poduszki? Jak często ją zmieniasz. Powinnaś raz w tygodniu (a to i tak będzie rzadko). Może zdecydujesz się na satynową powłoczkę. Twoje włosy też Ci będą za to wdzięczne.
4.Jeżeli masz skórę z niedoskonałościami, to prawdopodobnie jest ona sucha bądź tłusta lub mieszana. O dziwo sucha skóra często się błyszczy. RudaMaruda, wróc. Niby dlaczego o dziwo? Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, ze sucha skóra nadprodukcją sebum broni się przed nadmiernym wysuszeniem. No a że skóra tłusta i skóra mieszana lubi się błyszczec, to nie muszę chyba nikomu wyjaśniac ;) Ale powiedz, w jaki sposób walczysz z nadmiernym błyszczeniem? Zauważyłam (ach te kobiece łazienki w różnych miejscach-idealne źródło obserwacji wszelakich),  że dziewczyny, kobiety często po prostu nakładają kolejną warstwę pudru matującego. Nie jest to dobre rozwiązanie. Jeżeli na buzię, która jest po pierwsze pokryta korektorem (bo zakładam, że jeżeli masz niedoskonałości, to go używasz), pokładem, pudrem, a po drugie warstwą sebum, a Ty nałożysz na to jeszcze jedną warstwę pudru, to wyobraź sobie co urządzasz dla swojej biednej skóry. I dziwisz się potem, że tak zatkane pory mszczą się potem wysypem niedoskonałości. Jakie jest rozwiązanie? Prostsze niż myślisz :) Bibułki matujące powinny zajmowac honorowe miejsce w Twojej kosmetyczce. Nim przypudrujesz twarz delikatnie zdejmij z niej sebum. I wszystko będzie dobrze. A co zrobic w sytuacji awaryjnej, kiedy bibułki właśnie się skończyły, a Ty się świecisz jak latarnia morska. A chusteczki higieniczne masz? Wiem, że masz :) Rozwarstw je i działaj :)



Szczegóły i drobiazgi prawda? Ale często nie zwracamy na to uwagi i potem jesteśmy zdziwione stanem naszej cery. 


Pozdrawiam.

Miłego dnia.

RudaMaruda

sobota, 11 stycznia 2014

Efekty świadomej pielęgnacji włosów

Moje drogie obiecałam Wam zdjęcia moich włosów pół roku temu i teraz. Same oceńcie czy opisane TUTAJ zabiegi przyniosły efekt :) ja jestem zachwycona. Dodam tylko, że przez te pół roku miałam ok 3 razy podcinane końcówki.
Zdjęcie robione na szybko- wybaczcie wszystkie niedociągnięcia :D




Zapraszam do wypełniania ankiety, która znajduje się u góry po lewej stronie! :)




piątek, 10 stycznia 2014

A czasu wciąż za mało i za mało.

Szczerze mówiąc zastanawiałam się dośc długo czy jestem właściwą osobą do napisania posta o tej tematyce. Uważam, że w dziedzinie gospodarowania czasem jeszcze wiele powinnam się nauczyc. Od września tego roku intensywnie zajmowałam się Szlachetną Paczką, studiowałam, pracowałam, a bloga niewątpliwie zaniedbałam. Sądzę jednak, że resztę udało mi się pogodzic. Blog stał się niewinną ofiarą, ale same widzicie, że intesywnie wróciłam. Właśnie z racji tego, że bloga zaniedbałam uważam, że mogłabym swoim czasem lepiej gospodarowac, ale uważam, że i tak coś tam na ten temat wiem, więc sądzę, że moje rady i porady chociaż dla części z Was, moje Kochane, mogą okazac się pożyteczne.
Od razu mowię, że Ameryki nie odkryłam, ale wydaje mi się, że pewne rzeczy mogą się okazac dla Was nowymi. Zapraszam do lektury :)

1.Wsłuchaj się w swój organizm. Odkryj jakim typem biologicznym jesteś- skowronkiem czy sową. Co to da? Zdziwisz się jak wiele. Wiedząc kiedy masz więcej energii- rano czy wieczorem- będziesz w stanie lepiej gospodarowac swoim czasem. Jeżeli jesteś skowronkiem, to cięższe, trudniejsze, wymagające większego wysiłku intelektualnego i/lub fizycznego zadania wykonuj rano, a jeżeli jesteś sową, to wieczorem. To niby proste, ale wiele Ci da. Poza tym skowronki, nie zmuszajcie się do nauki po nocach- nie jesteście do tego stworzone. "Jak jest ciemno, to jest noc, a w nocy się śpi"- to zdanie jest o Was, Kochanie :) Nawet jeżeli zerwiecie noc, żeby przyswoic sobie jakąś partię materiału (np. przed sesją) to ta nauka nie będzie zbyt efektywna, a dzień po zerwanej nocy raczej będzie należał do zmarnowanych. Sowy mogą sobie pozwolic na nocną naukę, ponieważ ich organizmy są do tego przystosowane.
Ja jestem skowronkiem. Nie jestem w stanie uczyc się w nocy i się z tym pogodziłam. W nocy muszę spac :) Ale nie mam problemów ze wczesnym wstawaniem, nawet bardzo wczesnym. I tak planuje swoje obowiązki- rano to co jest najtrudniejsze, a wieczorem te obowiązki, które wymagają ode mnie mniej wysiłku.

2.Przygotowuj listy obowiązków. Moim zdaniem wiele to daje kiedy widzisz co i ile masz do zrobienia- czarno na białym. Jesteś wtedy bardziej świadoma tego jak wiele masz do zrobienia. Ponadto jaką radością jest to, kiedy kolejne pozycje na liście możesz odznaczac jako wykonane.

3.Przygotuj plan nauki. To się sprawdza przed sesją :) Ponownie sprawdzi się zasada co z listy obowiązkow- będziesz widziała czarno na białym co masz do zrobienia. Ponadto mając wypisane wszystko to, co musisz opanowac o niczym nie zapomnisz i żaden egzamin czy zagadnienie Cię nie zaskoczy :) Moim zdaniem w planie nauki warto też zaznaczyc ile czasu chcesz poświęcic na dany przedmiot. Uwierz mi, ze jeżeli stwierdzisz, że na opanowanie materiału z (pozwolę sobie użyc przykładu z mojego podwórka) Teorii Literatury potrzebujesz 2 dni, to te dwa dni w zupełności Ci wystarczą.
a) podziel materiał do przyswojenia na części. Powiedzmy, że musisz nauczyc się materiału z 30 stron. Boli prawda? Ale jeżeli w piątek przyswoisz sobie 10 stron, w sobotę 15, to w niedzielę już tylko 5, więc nie dosyc, ze będziesz miała czas na powtórkę, to w poniedziałek będziesz już wszystko pięknie umiec.

4.Naucz się zestawiac czynności w bloki. Jeżeli lubisz audiobooki, a masz jakąś książkę na szybko do przeczytania, to audiobook może Ci bardzo pomóc. Wykonuj inne czynności jakie musisz zrobic, a książkę będziesz sobie przyswajac mimochodem.
Jeżeli masz dużo nauki, a musisz przygotowac obiad, to zdecyduj się na jakąś potrawę jednogarnkową bądź pieczoną w piekarniku- jedzonko będzie sobie dochodzic w cieple, a Ty zyskasz czas na naukę.

5.Naucz się kraśc czas. Nawet nie jesteśmy świadome tego jak wiele czasu nam umyka. Dojeżdżasz pociągiem? Wykorzystaj ten czas- przeczytaj lekturę, opanuj chociaż częśc materiału jaki musisz. Codziennie pokonujesz trasę MPK- zrób to samo, weź książkę do torebki i nie czekaj bezczynnie aż autobus dowiezie Cię na miejsce. Nie możesz czytac kiedy jedziesz? Nagraj materiał jaki masz do opanowania i go odsłuchuj. Codziennie jesteś na uczelni/w szkole dużo wcześniej? Wykorzystaj ten czas na przejrzenie notatek. Malujesz paznokcie i czekasz aż Ci wyschną, zajrzyj w tym czasie (byle ostrożnie) do książki. Zobaczysz jak nagle wydłuży się Twoja doba.



Kochane,
same widzicie, że Ameryki nie odkrywam, Kolumb ze mnie marny. Ale te rady, choc proste, bardzo mi pomogły w ostatnim czasie. Ostatnie 7 miesięcy to był chyba najgorętszy okres mojego życia, a jednak udało mi się wszystko podopinac i doby wystarczało (dzięki tym trikom) :) A Wy, jakie macie pomysły, na to aby wydłuzyc dobę? :) Czekam na komentarze

RM

czwartek, 2 stycznia 2014

Początki włosomaniactwa (?)

Od 6 miesięcy dbam o swoje włosy bardziej świadomie :) ale do napisania postu zainspirowała mnie wizyta u mojej fryzjerki, która na mój widok wykrzyknęła "Bardzo urosły Ci włosy! Jak to zrobiłaś?". I o tym dzisiejsza notka- co robiłam i co się zmieniło.

Początki były koszmarnie trudne- nie wiedziałam co, jak, z czym i po co. Zaczęło się od tej notki KLIK. później wybrałam się na zakupy i nie mialam pojęcia czy dobrze wybrałam mimo setek przeczytanych postów na te tematy KLIK.

Początkowo zmieniłam szampon, odżywkę i maskę.

  1.  Szampon z babydream który kupiłam na początku koszmarnie plątał mi włosy i musiałam go zmienić. Zakupiłam więc GreenPharmacy ale moje włosy były przetłuszczone już po kilku godzinach więc także poszedł w odstawkę. Wtedy natrafiłam na post o płynie do higieny intymnej Facelle z Rossmanna i to był strzał w 10! Zużyłam już 3 opakowania i z pewnością kupię kolejne:)
  2.  Odżywka z Isany doskonale sprawdziła się na wakacjach kiedy musiałam myć włosy za każdym razem kiedy wyszłam ze słonego morza- myłam je isaną i były bardzo zadowolone :) Znacznie lepiej jednak sprawdziła się odżywka z Alterry z granatem i aloesem- boski zapach i dobre działanie. Ostatnio zmieniłam ją na Ultra Doux z glinką- efekty bardzo fajne a cenowo bardziej się opłaca niż Alterra.
  3.  Maska początkowo do kompletu z odżywką z granatem i aloesem- sprawdzała się nieżle ale postanowiłam poszukać czegoś lepszego i padło na Isana- bubel roku 2012! Pisałam o niej TUTAJ 
  4. Do silniejszego oczyszczania kupiłam różowy zestaw z Kallosa razem z maską. Jestem bardzo bardzo zadowolona i czuję, że bardzo długo będzie mi towarzyszył :) 
  5. Po każdym myciu nakładam na końcówki płynny jedwab i spryskuję je odżywką b/s
  6. Całkowicie zrezygnowałam z suszarki, prostownicy, lokówki i środków do stylizacji
  7. Regularnie co 4-7 dni olejuję włosy olejem kokosowym- polecam i nie wyobrażam sobie moich włosów bez tego zabiegu!
  8. Myję włosy metodą OMO- jeśli ktoś nie wie na czym to polega zachęcam do poczytania na innych blogach bo to bardzo ciekawe i skuteczne.
  9. Mam kręcone włosy więc powinnam je czesać tylko na mokro- staram się tego przestrzegać choć nie zawsze wychodzi ale ograniczyłam "suche" czesanie o 80%
  10. Kilka razy na skórę głowy nalożyłam olejek rycynowy na 1 godzinkę
  11. Spłukuję włosy chłodną wodą
  12. Od czasu do czasu używam octowej plukanki z malin z firmy Marion
  13. Czesałam włosy drewnianym grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami ale zmieniłam na Tangle Teezer - połowe mniej wyrwanych włosów
  14. Podcinam końcówki co jakieś 3 miesiące
Moje włosy sporo urosły, stały się bardziej błyszczące, nawilżone i skręcone :) a to dopiero pół roku! Fakt, że po odstawieniu silikonów przez 2 miesiące były koszmarne ale cieszę się, że teraz sa nie tylko ładniejsze ale i zdrowsze :) Chyba o niczym nie zapomniałam :) cały czas czytam i próbuję nowych rzeczy i liczę, że będzie coraz lepiej!
Wybaczcie, że nie ma zdjęć ale leżę chora w łóżku i obiecuję, że pojawią się jak tylko wstanę na nogi!


A jak jest u Was?


środa, 25 grudnia 2013

Sposoby na świąteczne przejedzenie.

Nie ma się co oszukiwac, święta w Polsce polegają głównie na jedzeniu. Podczas świąt jemy, jemy, a w przerwach... jemy ;) Wiecie jak jest :D Ale w końcu żołądek mówi stop. I pojawiają się niemiłe objawy świadczące o tym, że jesteśmy przejedzone. A jak sobie z tym radzic przy pomocy naturalnych, niefarmakologicznych metod? Oto moje propozycje:

1.Napar z mięty- metoda klasyczna wypróbowana przez nasze mamy i babcie. A wiadomo, trzeba ufac mądrości pokoleń. Co daje nam napar z mięty? Po pierwsze dzięki temu, że jest ciepły rozluźnia spięty świątecznym obżarstwem brzuch, a poza tym mięta ma dobroczynny wpływ na działanie naszego układu trawiennego;

2.Napar z rumianku- działa na tej samej zasadzie, co napar z mięty;

3.Gorzka herbata- po pierwsze nie ma się co ładowac cukrem po tej ilości świątecznego ciasta, jaką spożyłysmy (przyznaję się bez bicia- przy serniku mojej Babci tracę samokontrolę), poza tym ciepły płyn rozluźnia spięty brzuch, co pomaga w procesach trawiennych;

4.Coca-cola- wiem, że pomysł może wydawac się kontrowersyjny, ale jest skuteczny. Przynajmniej na mnie działa ;) Oczywiście nie pijemy napoju totalnie gazowanego- nalewamy go do szklanki i dajemy  mu parę minut, żeby odgazowała i dopiero pijemy. Na mnie działa bardzo dobrze. Sprawdza się także przy zatruciach pokarmowych.

5.Siemię lniane- może nie jest najbardziej smaczne na świecie i nie każdemu odpowiada, ale na pewno jest skuteczne;

6.Domowej roboty nalewka- nie jestem największą na świecie zwolenniczką alkoholu, ale w niektórych przypadkach domowa naleweczka jest niezastąpiona. Mój Dziadziuś robi rewelacyjną orzechówkę i aroniówkę.


A Wy, jakie macie sposoby na świąteczne przejedzenie?


RM

czwartek, 19 września 2013

Gdy za oknem deszcz...

... to najlepszym rozwiązaniem jest muzyka. Moja lista przebojów (taka trochę jesienna, trochę melancholijna, a trochę optymistyczna):

http://w186.wrzuta.pl/audio/3"20xAtWbn6i/mandy_moore_-_only_hope

"Szkoła uczuc" to film, który nigdy mi się nie znudzi- tak jak ta piosenka. Delikatny głos Mandy Moore i łagodna melodia koją skołatane nerwy i wywołują takie jakieś ciepło. Też tak macie?



http://simone20.wrzuta.pl/audio/4Q8gVKbEdkr/dorota_osinska_-_dzika_roza

Dorota Osińska to odkrycie programu The voice of Poland. Jej głos to pieszczota dla uszu. Ta malutka, drobna, filigranowa kobietka jest tak utalentowana, że słuchając jej mamy dowód na istnienie Boga- tylko Bóg jest w stanie dac taki talent. :) A ta piosenka jest jak wiatr (motyw wiatru zresztą pojawia się w tym utworze)- jest lekka, ale bardzo dynamiczna. Nogi chodzą same :) Cenię ten utwór też za to, że jest o czymś, a nie jakieś umca umca. Techno- stanowcze nie, Dorota Osińska- tak, tak, tak!!!!!




http://www.youtube.com/watch?v=lJqbaGloVxg

Melodyjnie, emocjonalnie, o czymś.  Tak w największym skrócie określam piosenkę Jamesa Arthura  Impossible. Naprawdę mam słabośc do piosenek, które przedstawiają jakąś historię, a historia którą przedstawia James Arthur jest smutna, ale niezwykle piękna.



http://tomus49.wrzuta.pl/audio/aFiqyK1SFGg/edyta_bartosiewicz_-_rozbitkowie

Edyta Bartosiewicz królową jest i to nie podlega żadnej wątpliwości. O jej możliwościach wokalnych nie będę się wypowiadac, ponieważ nie jestem w stanie nic powiedziec merytorycznie, ale wszyscy wiemy, że śpiewac potrafi jak mało kto. Ta piosenka jest jej powrotem po długiej przerwie, ale wynagradza fanom czekanie na muzyczną aktywnośc Edyty. Mimo pewnej melancholii i w tekście i w melodii, to ten utwór jest przepełniony ciepłem i spokojem.




http://cez.zak.wrzuta.pl/film/1nH7n0tdrsB/natural_dread_killaz_-_uwierzyc_w_siebie

A teraz trochę słońca jesienią czyli Natural Dread Killaz. Po prostu optymizm, słońce, radośc i wakacje :)



http://misto.wrzuta.pl/audio/3foJHqd7QrH/soad_-_system_of_a_down_-_chop_suey

W mojej duszy gra rock i inne ciężkie brzmienia, więc nie mogło się obyc bez System of a Down. Dlaczego akurat ten kawałek. Bo to jeden z moich ulubionych :) A dlaczego jeden z moich ulubionych? Głównie dlatego, że jest bardzo ciekawie zbudowany i niezwykle urozmaicony. Przesłuchajcie- nie pożałujecie. Na pewno jest idealny na zimne poranki- człowiek od razu zaczyna się bardziej dynamicznie ruszac :)

A jaka jest Wasza jesienna lista przebojów? Czekam na komentarze :)
RM







sobota, 14 września 2013

Jesienna chandra- jak sobie z nią radzic?

Zazwyczaj lubię jesień. Szczególnie okres wrześniowo-październikowy. Zazwyczaj w tym okresie jest pięknie- brązowo-złoto, słońce wciąż delikatnie przypieka. Najogólniej rzecz ujmując zazwyczaj jest to piękny czas. Jednak w tym roku coś nie trybi. Pogoda nas nie rozpieszcza. Przynajmniej w świętokrzyskim. Taka szarówka i deszcze sprawiają, że ogarnia mnie melancholia, chandra. Ale z tym walczę ;) Zapraszam na mój ranking sposobów na radzenie sobie z jesienną chandrą :

1.Czekolada- i to pod każdą postacią.
2.Muzyka- zarówno delikatna Dorota Osińska, klimatyczna Edyta Bartosiewicz, energetyczne SOAD, mocne AC/DC jak i pełne słońca Natural Dread Killaz.
3.Szalony manicur w optymistycznych kolorach- co powiecie na kropki?
4.Film- uwielbiam musicale. One zawsze poprawiają mi humor. Polecam "Mama mia!". Niezawodne jest "Dirty Dancing"- sama nie wiem ile razy widziałam ten film. :) Też go lubicie?
5.Kolorowy makijaż- odrobina pomarańczowego cienia lub zielona kreska na powiece i człowiek od razu lepiej się czuje. Zawsze dobrym rozwiązaniem są kolorowe usta . Co powiecie na róż?
6. Spotkanie z przyjaciółką- najlepiej na gorącą czekoladę z bitą śmietaną (Monika, czytasz tego posta? :))
7. Książka- gdy za oknem pada jedynym czego chcę od życia, to połozyc się pod ciepłym kocem z dobrą książką (obecnie zaczytuję się w sadze "Dary Anioła").
8.Kakao.


A jako puentę podam słowa znanego mi filozofa :) - "Najlepszy sposób na jesienną depresję? Proste przyjemności :)"


A Wy? Jak sobie radzicie z jesienną chandrą?

Czekam na komentarze :)
RM

czwartek, 15 sierpnia 2013

Jak zrobiłam się duuuuuuuuuuuuużo mniejsza.

Jako dziecko byłam bardzo szczupła. Nawet trochę za szczupła. To połowy 4 klasy szkoły podstawowej ważyłam 25 kg, a jak na dziecko w tym wieku byłam dośc wysoka. Kiedy weszłam w okres dojrzewania, nadal nie byłam gruba. Wiadomo, sylwetka się zaokrąglała, ale nadal byłam dośc smukła. W II klasie gimnazjum sprawa się rypła. Ze względu na źle dobrane leki (my, alergicy nie mamy lekko) zaczęłam tyc. I to bardzo. No ale cóż. Life is brutal. Przyszło liceum, a ja byłam okrąglutka jak gruszeczka (tak, wszystko szło w biodra), mimo że nie mam skłonności do tycia. Wyrwałam się spod jarzma leków, które panowały nad moim apetytem. Zaczęłam walczyc. Pierwszą moją dietą była dieta Duncana. Szczerze mówiąc schudłam, schudłam na stałe, ale tylko 4 kg. Ale nie byłam w stanie dłużej wytrzymac na takiej ilości białka. Wielu rzeczy mi brakowało. Przełom nastąpił kiedy poszłam na studia. Co się zmieniło w mojej diecie i stylu życia? Wypiszę w punktach (nie mówię, że wszystko to co robiłam jest dobre i zdrowe)--------------> z góry uprzedzam, nie byłam na żadnej diecie. Naprawdę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Przyszło samo :)
1. Ignorowałam komunikację miejską. Kompletnie i całkowicie. Na uczelnię mam 20 minut (teraz będę miała pół godziny), a z natury chodzę bardzo szybko. 20 minut+20 minut= 40 minut szybkiego marszu codziennie (!). To dobre rozwiązanie- aktywnośc fizyczna mimochodem.
2.Z racji tego, że mam kłopoty z kręgosłupem, wykonuję odpowiednie cwiczenia rehabilitacyjne. Stwierdziłam, że zwiększę repertuar wysiłku fizycznego (oczywiście cwiczenia są dobrane pod mój problem). Ponadto skaczę na skakance.
3. Kiedy zaczęłam studiowac, byłam daleko od obiadów Babci. Moja Babcia gotuje przecudnie, ale żadnej babci nie można wytłumaczyc, że nie jest się głodnym- same najlepiej wiecie. To też dobrze zrobiło mojej sylwetce.
4. Woda mineralna czyni cuda. Oszukuje żołądek jak nic. Czasem kiedy jestem na uczelni, nie mam czasu jeśc obiadu, a wieczorem naprawdę nie umiem się do niego przekonac. Wypełniałam żołądek wodą (lub czymkolwiek innym do picia. Staram się unikac słodkich napojów, ale pepsi nie jestem sobie w stanie odmówic) i nie czułam się głodna. Mój żołądek się kurczył, więc do tej pory mam mniejsze potrzeby jeżeli chodzi o jedzenie.
5. Nigdy nie zapominam o śniadaniu. Nigdy, nigdy, ale to nigdy. Podkreślam to po stokroc. Ale śniadanie nie może byc byle jakie. Pochodzę z Włoszczowy, miasta słynącego z mleczarni, dlatego zawsze, kiedy po pobycie w domu, wracam do Kielc, mam mleczarskie zapasy (Dziadziusiu, Ty dbasz o mnie jak o nikt inny). Twarożek, który jest produktem białkowym jest bardzo dobrym rozwiązaniem na śniadanie. Po pierwsze białko, a po drugie daje poczucie sytości na długo. Nie boję się białego chleba, nie odsądzam go od czci i wiary, ale pieczywo ciemne, razowe, jak dla mnie jest po prostu smaczniejsze.
6. Drugie śniadanie jest niezwykle istotne (Przyznam Wam się do jednego grzechu. Raz zdarzyło mi się, że od godziny 6.30 do godziny 18 nie zjadłam nic. Nic zupełnie. Ale ja po prostu zapomniałam. Zawsze mam dużo na głowie- studiuję, pracuję, udzielam się charytatywnie, udzielam korepetycji- i wtedy miałam niezwykle zabiegany dzień. Kiedy wróciłam do domu zorientowałam się, że oprócz śniadania nic nie miałam w ustach. Byłam bliska omdlenia. Nie polecam. Na szczęście to był jednorazowy incydent. Teraz jestem mądrzejsza. Zawsze coś przekąszę między zajęciami). Bardzo często są to owoce. Uwielbiam banany. Nie umiem sobie ich odmówic. Oczywiście nie jest tak, że obiadam się nimi bez umiaru. Grunt to zdrowy rozsądek. A banany cenię za smak i za to ile posiadają magnezu, a dla mnie, nerwusa, jest to bardzo ważne. W skład mojego drugiego śniadania wchodzą również (najczęściej, bo to różnie bywa, skład jest zmienny, nie mam stałego menu): wafle ryżowe (przysmak w mojej grupie na uczelni), różne sałatki (albo kupne, albo własnej produkcji, uwielbiam sałatki na rukoli lub liściach botwinki).
7.Obiad. Oooo, tu muszę się przyznac, że bywało różnie, kwadratowo i podłużnie. Jak ktoś mi kiedyś powie, że studia humanistyczne są lekkie i proste, to mu łeb urwę. Oznajmiam to publicznie ;p W tym roku akademickim bywało tak, że siedziałam na uczelni od 8 do 18 nie mając czasu na to, aby gdzieś wyjśc, żeby zjeśc coś ciepłego. Same wiecie jak to jest. Ale- pod wpływem nacisków ze strony otoczenia, które z lekkim przerażeniem patrzyło na to jak szybko znikam (pozdrawiam M,A, A; M, czytasz?), - zaczęłam jakoś trochę intensywniej walczyc o ciepły posiłek. Dużo też zależało od zawartości portfela. Bo jeżeli ona była przyjemniejsza dla oka, to razem z wymienionym otoczeniem lądowałam w jakiś niedużych przyjemnych knajpkach, a jeżeli zawartośc nie pozwalała na nic innego, to musiałam się zadowolic panini (ale brałam rozsądne wypełnienia- pastę ze świeżym szpinakiem i fetą, pieczoną pierś kurczaka, warzywka), makaronem w sosie pomidorowym (blisko mojej uczelni jest bar, który ma w ofercie makarony w bardzo przystępnych cenach, a ponadto zniżki dla studentów), czasem - lub częściej niż czasem- nawet Mac'iem. Ale spokojnie. Niech Wam się ciśnienie nie podnosi. Ja nienawidzę hamburgerów i wszystkich pochodnych. Po prostu nie jestem w stanie ich zjesc. Amen. Będąc w macu zawsze decyduję się na 2 for U  i wybieram snac wrapa (tortila, warzywka, kurczak) z frytkami (które kocham nad życie miłością szczerą, wierną i prawdziwą, ale obecnie, kiedy są wakacje, przyrządzam sobie domową wersję z młodych ziemniaków, z ziołami, a do tego serwuję dip z jogurtu naturalnego- mniam). Czyli wybieram mniejsze zło. Chyba. Jednak, kiedy są wakacje, weekend, lub kiedy najzwyczajniej w świecie mam trochę więcej czasu, to szaleję w kuchni. Rissotto ze szpinakiem (co prawda, jakbym jakiemuś Włochowi pokazałabym tę moją wariację na temat i nazwałabym ją risottem, to wziąłby i zawału dostał; ale chyba jest smaczne. Rudzielcowi smakowało, a moja siostra uwielbia), różnego rodzaju sałatki, pierś z kurczaka na niezliczoną liczbę sposobów, krem z pomidorów, krem z cebuli, krem z marchwi, krem z brokułów, chłodnik, ziemniaki z gzikiem, różne wariacje na temat ryb. Kocham gotowac :)
8.Słodycze. Piekielnie drażliwy temat. Moje źle dobrane leki, kiedy panowały nad moim apetytem, sprawiały, że miałam ogromną chęc na słodkie. I niestety sobie nie odmawiałam. No i szło w biodra. Teraz też sobie nie odmawiam słodyczy. Ale mam dużo mniejszy apetyt na nie. A jak to się stało? Kiedy zaczęłam studiowac i razem z moją siostrą zamieszkałyśmy same i same byłyśmy odpowiedzialne za zakupy, to zrozumiałyśmy, że słodycze nie są najważniejszym punktem na ich liście. Nie gromadziłyśmy słodkości (a w naszym rodzinnym domu zawsze jest zapasik, ponieważ tata jest słodyczożercą). Zrozumiałam, że apetyt na słodycze rodzi się głównie w głowie. Rzadko jest rzeczywistą potrzebą ciała. Ok. Któraś chciała batonik, to kupowała batonik, ale 1 a nie 5. I z czasem apetyt na słodkie zaczął zanikac. Nie mówię, że teraz nie jem słodkiego, bo jem. Za Bounty czy za Kinder Bueno (szczególnie to białe), to dałabym się pokroic, ale zachowuję zdrowy rozsądek, do czego zachęcam :)
9.Aktywnośc fizyczna. Ojej. Kolejny drażliwy temat. Przyznaję się bez bicia. Jestem łamagą. W ciągu dwóch lat lewą nogę miałam skręconą 10 razy . Dzisiaj ta liczba wzrosła do czternastu. Więc same widzicie. Liczby mówią same za siebie. Z tym jeszcze nikt nie wygrał. Ponadto nie mam uzdolnień sportowych. W liceum razem z Rudzielcem chciałyśmy założyc własną drużynę siatkówki (pamiętasz? :D). Tak zwana siatkówka artystyczna ;p. Po prostu ustalam inny typ sportu. Jak na wuefie zaliczaliśmy dwutakt, to pani wuefistka (pani Olu, pozdrawiam :)) musiała mi napisac, którą nogę mam lewą a którą prawą. Same widzicie- antytalent sportowy. Ale za to szachy lubię. :) Pisałam już o marszach- ale to nie jest jedyna forma aktywności sportowej, którą uprawiam. Tak jak już mówiłam- cwiczenia na kręgosłup. Wrociłam także do skakanki, którą ubostwiałam jako dziecko. Skakanie dobrze kształtuje nogi, a ja na punkcie swoich zawsze miałam kompleksy. Dzisiaj już je powoli akceptuję (M, nie krzycz na mnie).  Ponadto skaczę na piłce do skakania.
10. Ostre przyprawy. To bardzo ważny element mojej kuchni. Na szczęście moja siostra też lubi pikantne potrawy. A ostre przyprawy przyśpieszają metabolizm. Więc się samo kręci :)
11. Kawa, jestem kawomaniaczką. Udało mi się nawet przekonac M do kawy, a z nikim mi się kawy nie pije jak z A ( z obiema A.). Kawa jest ważnym elementem mojej egzystencji ;) A ona też przyspiesza metabolizm (ale o tym dowiedziałam się od M.- coś Cię dzisiaj często wspominam ;p).

W tak największym skrócie to byłoby tyle. Same widzicie- żadna dieta. Zmiana trybu życia i nawyków żywieniowych.
A to kilka rad ode mnie.
1. Aktywnośc fizyczna jest bardzo ważna. Ale aktywnośc fizyczna może byc mimochodem. Jak?
a) zrezygnuj z windy- chodź schodami;
b)wysiądź przystanek wcześniej
c) nie wymiguj się od sprzątania- to też jest bardzo dobry fitness
Znajdź taką odmianę aktywności fizycznej, która będzie Ci sprawiac frajdę- to ma byc przyjemnośc, nie możesz się zmuszac.
2.Nie uciekaj od słodyczy. One też są potrzebne. Nic tak nie leczy chandry jak czekolada- przecież wiecie, co ja Wam będę tłumaczyc :) Tylko zachowaj zdrowy rozsądek. A! Mam jeszcze jedną radę. Kupuj sobie przysmak, coś co po prostu uwielbiasz. Nie rzucisz się przecież na swoją ulubioną słodycz/. Będziesz się nią delektowac i jeśc z uwagą. Zjesz mniej, a będziesz miała więcej radości :)
3.Naucz się pic wodę. To ważne.
4.Nie waż się- obserwuj jak ubrania robią się na ciebie zbyt duże.
5.Nie zapominaj o śniadaniu. Nigdy!!!!!
6. Drugie śniadanie też jest bardzo ważne
A przede wszystkim:
ZACHOWAJ ZDROWY ROZSĄDEK !
Bez tego nie ma nic.
:)


Jak obiecałam, tak zrobiłam post stworzyłam. Jak widzicie nie odchudzałam się, nie korzystałam z żadnej diety- zmieniłam po prostu nawyki żywieniowe. W moim przypadku pewnie jakąś rolę odegrało to, że mam szybki metabolizm, ale zdrowy rozsądek i nowe nawyki odegrały główną rolę w moim sukcesie. Pewnie zrobiłam wiele błędów, ale no cóż "nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi". :)
Macie do mnie jakieś pytania w związku z tym postem? Może zainteresowało Was coś związanego z moimi kulinarnymi doświadczeniami? Czekam na komentarze :) Pozdrawiam serdecznie :)
RM

sobota, 22 czerwca 2013

Ufff, jak gorąco...

Człowiek to strasznie dziwna istota. Zimą mu za zimno, a latem za gorąco. No cóż... Tacy właśnie jesteśmy i trzeba to przyjąć do wiadomości. Od jakiegoś czasu- mniej więcej tygodnia- napłynęła do nas (przynajmniej do Kielc) fala upałów. Moja siostra mniej więcej codziennie wraca do mieszkania z okrzykiem bojowym: To gorąco mnie zabije. Uprzedzam- nie zabiło. Ale męczymy się obydwie. Na wszystko jednak jest sposób- czyli moje sposoby na upały:

1. Nakrycie głowy:
To mus, po prostu konieczność. Musimy coś na głowie nosić. Na szczęście bardzo modne są słomkowe kapelusze- mnie szczególnie podobają się fedory. Tylko z racji tego, że moja głowa do najmniejszych nie należy (nie będę się chwalić obwodem, ale jest słuszny), to z pragnieniem posiadania kapelusza musiałam się pożegnać. No ale są inne nakrycia głowy- ja uwielbiam chustki. Wiąże sobie z nich turban i wtedy nie tylko temperatura powietrza jest afrykańska, ale mój styl także. Zasłonięcie głowy ma także inną zaletę. Słońce bardzo źle pracuje z farbowanymi na rudo włosami (przynajmniej moimi)- nie dosyć, że płowieją, to płowieją na dodatek na żółto.

2.Nawadnianie organizmu.
Chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? :) Powiem tylko to, że nie każdy lubi pic wodę. Na przykład moja siostra się broni rękoma i nogami. Ale jak mówi mądre stwierdzenie- Na wszystko jest sposób. Jeżeli do wody wrzucimy liście mięty, odrobinę miodu i kilka plasterków cytryny, to staje się ona cudownym napojem. A tak nawiasem- odkryłam w Biedronce rewelacyjną zieloną herbatę- z ananasem. Jest pyszna:) Spróbujcie :)

3. Mokre kompresy:
Pamiętam jak w piątek wróciłam z uczelni- miałam poczucie, że paruję, serio. Doszłam do wniosku, że pora na radykalne rozwiązania. Nie chciałam mojemu organizmowi zaserwować szoku termicznego, dlatego mokrym ręcznikiem chłodziłam się stopniowo. Pomogło. A jaaaaaka ulga :)


Jak widzicie sposobów przedstawiłam nie za wiele, ale wszystkie są skuteczne i wypróbowane. A jak Wy radzicie sobie z upałami? Czekam na komentarze :)
RM       

czwartek, 23 maja 2013

Biustonosz do ćwiczeń Shock Absorber

Na początku ćwiczeń wydawało mi się, że wystarczy koszulka i krótkie spodenki :) Szybko jednak przekonałam się w jakim by łam błędzie, ponieważ zwykły biustonosz uwierał mnie przy wykonywaniu niektórych ćwiczeń i przesuwał się, przez co zwyczajnie było mi niewygodnie. Pomyślałam, że może zacznę ćwiczyć bez niego ale to także nie zdało egzaminu- biust bolał i "był wszędzie" :P dodam może jeszcze, że jest całkiem spory. Po 5 dniach nie wytrzymałam i postanowiłam, że koniecznie muszę kupić sportowy stanik. Po przeczytaniu recenzji w internecie i przejrzeniu cen, zdecydowałam się na Shock Absorber. Zapłaciłam za niego na allegro 48 zł z przesyłką. Nigdy nie miałam żadnego biustonosza tego typu więc nie mam porównania ale ten sprawdził się doskonale. Nie uwiera i zostaje na miejscu bez względu na rodzaj wykonywanych ćwiczeń. Ma 3 stopniową regulację pod biustem (dzięki czemu nawet jeśli troszkę cm nam zginie nadal będzie służył) i siateczkę ułatwiającą oddychanie skórze. Myślę, że nie bez znaczenia jest też fakt, że jest po prostu ładny :). Dla mnie ma on jeszcze jedna zaletę- mam skłonności do zaokrąglania pleców a skrzyżowane ramiączka pomagają mi utrzymać prostą postawę. Podsumowując- zdecydowanie i z całym przekonaniem polecam Shock Absorber! Doskonale spełnia swoją funkcję, ma bardzo przystępną cenę i piękny kolor. W końcu o biust trzeba dbać prawda? :D




Te czarne wstawki to właśnie wspomniana wyżej siateczka- na zdjęciach tego nie widać.

środa, 22 maja 2013

Ewa Chodakowska i 3d chili

Tak tak, nawet Rudzielec wreszcie znalazł motywację do odchudzania :) Postanowiłam, że dłużej nie będę wstydzić się swojego ciała! Nadszedł czas na zmiany i to poważne. Dodam, że jestem osobą lubiącą dobrze zjeść natomiast ruch to dla mnie najgorsza kara :P stał się cud za sprawą Pani Ewy Chodakowskiej, ponieważ leniwy Rudzielec polubił ćwiczenia! Początkowo chciałam poprawić swoją kondycję dla zdrowia, jednak kiedy zobaczyłam pierwsze efekty na ciele- dorzuciłam dietkę 3d chili. Jestem zachwycona! Ćwiczę ok 2 tygodni, natomiast 3d chili stosuję od 3 dni. Efekty? 5 cm mniej w talii! Łącznie zgubiłam 10 cm z całego ciała. W tak krótkim  czasie uważam to za doskonały wynik. Wszystkie wymiary poza szyją i ramieniem uległy zmniejszeniu. Ze względu na problemy z nerwem kulszowym nie zawsze jestem w stanie wykonać cały "Skalpel", jednak nadrabiam to ostatnią częścią "Treningu z gwiazdami", czyli płaski brzuch i prosta postawa. Moja kondycja jest jeszcze zdecydowanie za słaba na "Killera" czy "Turbo spalanie" ale za cel stawiam sobie zrobienie obu programów w całości. I oczywiście ich kontynuowanie :) Mimo, że nadal jestem rudym grubaskiem to moje ciało przez ćwiczenia zaczyna się bardzo zmieniać. Co do dietki to jest bardzo przyjemna. Kupując dietę (dostosowaną do wieku itp) dostajemy jadłospis na 28 dni. Najadam się do syta (czasem nawet nie zjadam części posiłku) obiadki są bardzo smaczne a przekąski sycące. Nawet jeśli jakaś potrawa mi nie posmakuje- mogę wymienić ją na inną w obrębie tego samego posiłku z innego dnia. Czuję się zdrowo i lekko :)

"Zawsze najlepszym momentem na rozpoczęcie odchudzania jest tu i teraz. Jutro - to tylko kolejny dzień."

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Jak to jest, że nie mam co na siebie włożyc, a moja szafa się nie domyka? Jak powinna ubrac się gruszka.

Witam Was moje Kochane Rude!
Zaczynam cykl o dobieraniu właściwych strojów do danego typu sylwetki. Jestem gruszką, więc pomyślałam, że od niej zacznę- w końcu to jest mi najbliższe. Ale nie będę robic Wam wykładu o typach sylwetki, bo przecież dobrze to wiecie, ale przypomnę, co wyróżnia gruszkę:
1. wąskie ramiona;
2. mały biust ;
3. płaski brzuch;
4. wąska talia;
5. szerokie biodra;
6. duża pupa;
7. obfite uda;

Nim dojdę do meritum chcę zaznaczyć, że nie będą to typowe porady, takie jakie udzielają stylistki. Nie- to będzie podejście praktyczne.

Bielizna:
Biustu nie mamy za dużo, moje kochane gruszki, trzeba się z tym pogodzić. Dlatego musimy zaprzyjaźnić się z dobrym push-upem , który nasze maleństwa uniesie i delikatnie powiększy. Warto też zapoznać się bliżej z majtkami o długich nogawkach, które wysmuklą nasze uda.

Bluzka:
Dekolt służy do tego, żeby eksponować biust, dlatego my, liga tych bardziej płaskich, musimy uważać z jego głębokością. Dekolt w kształcie litery V- mówimy mu stanowcze nie (chyba, że jest to dekolt wąski- wtedy może sięgac nawet do pasa- tylko my możemy sobie na to pozwolic ). Dla nas najlepsze będą dekolty okrągłe i w łódkę. Możemy sięgac też do golfów. Na naszych klatkach piersiowych będą wyglądac szlachetnie, a u biuściastych jak drugi podbródek.

Spódnica
Pytanie pierwsze- jaka długośc. Odpowiadam- zachowajmy rozsądek, zakryjmy kolana, przynajmniej do połowy. Pytanie drugie- jaki fason. Tutaj mamy większą dowolnośc. Uwielbiam spódnice rozkloszowane, mające kształt trapezu. Cudownie ukrywają wydatne uda i sprawiają, że zbyt obfite siedzenie staje się, nagle, w cudowny sposób, dużo mniejsze.  Przyznaję się bez bicia, że mam problem ze spódnicami ołówkowymi. Styliści polecają je gruszkom, ale ja nie jestem w stanie się do nich przekonać. Po prostu mam wrażenie, że jestem w nich za duża.
Także kwestię spódnic ołówkowych pozostawiam Wam pod rozwagę :)

Spodnie
Czy uczennice lub studentki mają nosic spodnie w kant polecane przez stylistki w sytuacjach innych niż egzaminy? No ja wolałabym nie. Więc moje Kochane Rudzielce, trzeba sobie radzic inaczej. Dobrym rozwiązaniem są biodrówki, ponieważ przez to, że tną pupę w poziomie, to zmniejszają ją optycznie. Rozwiązaniem są też boyfriendy, które ukryją nasz zbędny tłuszczyk. Jeżeli lubicie styl boho, to pokochacie dzwony, które są jego kwintesencją.
Kwestią sporną są leginsy. Wszechwiedzące panie stylistki kategorycznie ich nam zabraniają. A ja mówię im stanowcze- czemu nie? Tylko ponownie zachęcam do zachowania zdrowego rozsądku i obiektywizmu wobec własnej osoby. Wiadomo- zostańmy przy ciemnych kolorach, neony nie są dla nas, proponuję czerń. Pytanie- co z leginsami we wzory? Moim zdaniem jeżeli się na nie decydujemy to niech będą dyskretne, a najlepiej pionowe.

Sukienka:
Moje Kochane, sukienka, to coś idealnego dla nas. Tuba? Niekoniecznie. Za to dla nas stworzone są fasony w stylu lat 50 i 60. Góra dopasowana, podkreślona talia, dół rozkloszowany. A jeżeli chodzi o długośc, to te same zasady co w przypadku spódnicy.
Jestem fanką długości maksi- ukrywa wszystko, co trzeba ukryc.

https://www.google.pl/search?hl=pl&site=imghp&tbm=isch&source=hp&biw=1366&bih=677&q=gruszka+sylwetka&oq=gruszka+sy&gs_l=img.1.0.0j0i24l2.1023.11328.0.12921.21.14.4.3.4.0.161.1572.4j10.14.0...0.0...1ac.1.9.img.lUL4NCc6o8c#imgrc=qAGCvvf8_rAi8M%3A%3BDyUdotrLG0DSDM%3Bhttp%253A%252F%252Fpapilot1.mykmyk.pl%252Fimg%252F660%252F0%252F20767155.JPG%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.papilot.pl%252Fporady-stylistek%252F11679%252F6%252FPORADA-STYLISTEK-Plaszcze-dla-tyczki-paczuszka-i-kaczuszki.html%3B660%3B378
Tutaj macie płaszcz- trencz jest idealny: podkreśla talię, delikatnie otula biodra.
https://www.google.pl/search?hl=pl&site=imghp&tbm=isch&source=hp&biw=1366&bih=677&q=gruszka+sylwetka&oq=gruszka+sy&gs_l=img.1.0.0j0i24l2.1023.11328.0.12921.21.14.4.3.4.0.161.1572.4j10.14.0...0.0...1ac.1.9.img.lUL4NCc6o8c#imgrc=T1bm6yQo3hxSiM%3A%3Bg2IqR2mUmktb-M%3Bhttp%253A%252F%252Fblog.limango.pl%252Fwp-content%252Fuploads%252F2013%252F03%252Fgruszka_wielkanoc_limango.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fblog.limango.pl%252Fwielkanocny-stroj-dopasowany-do-twojej-sylwetki%252F%3B569%3B556
Zestawy z sukienkami

Przepraszam, że linki, a nie obrazki, dopiero uczę się tego serwisu :)
 http://allani.pl/zestaw/687661 (moje konto na Allani.pl ; zestaw mojego autorstwa)
http://allani.pl/zestaw/617051 (kolejny przygotowany przeze mnie zestaw)


Kochane Moje Rudzielce!
Czekam na opinie i komentarze :)
Pozdrawiam na rudo.
Wasza RM.